czwartek, 24 marca 2016

[1] No more dream

Everybody's got their demons


          Tego dnia wracałem do domu całkiem wyczerpany. Jedynym moim planem na wieczór był regenerujący sen. Czyli w sumie tak jak zwykle, biorąc pod uwagę brak mojego życia towarzyskiego. To nie tak, że ludzie mnie nie lubili. Po prostu nie potrzebowałem uwagi z ich strony. Nie lubiłem głupiej gadki szmatki o byle czym. Napewno nie mógłym z nimi porozmawiać o moich zainteresowaniach, bo większość by mnie wyśmiała. Nie chodzi o to, że byłoby mi przykro. Moja postawa skupiałaby sie głównie na złości skierowanej w ich stronę, spowodowanej obrażeniem moich idoli. Zwykle, kiedy rozmawiałem z kimś na ten temat, od razu zaczynał się śmiać i mówić na nich "żółtki" czy coś w tym stylu. Z takimi osobami nie miałem nawet zamiaru mieć styczności. Nienawidziłem nietolerancyjnych osób. 
          Hmm... Ale czym tak naprawdę się interesuję? Wystarczyło wejść do mojego pokoju by było to oczywiste. Na biało czarnych ścianach wisiały wielkie plakaty przedstawiające moje ulubione zespoły kpopowe. Ponadto na jednej ze ścian przyczepiona była podobizna mojej największej miłości - Kim Taehyunga. Możecie się śmiać, ale mnie to i tak nie obchodzi. Może i byłem zauroczony chłopakiem. Albo raczej beznadziejnie zakochany. Jeden pies. Tylko że najciekawszym faktem w tym wszystkim było to, że nie byłem gejem. Żaden chłopak, którego znałem nigdy mi się nie podobał. Ba, oglądałem się nawet za dziewczynami, ponadto miałem kiedyś jedną. Ale stwierdziła, że to dziwne, że tak bardzo podoba mi się jakiś Azjata. Oczywiście bez żadnych skrupułów wyprosiłem ją z domu i już nigdy więcej nie rozmawialiśmy.
          No dobra, może naprawdę było to trochę niezręczne dla innych ludzi, ale cóż taki już byłem i choćbym nie wiem jak chciał, nie mogłem się zmienić. Ale tak w tajemnicy - wcale nie chciałem się zmieniać. Tak właśnie było mi dobrze.
          Wchodząc do domu przywitałem się z siostrą, która robiła coś w kuchni, po czym od razu powędrowałem na piętro i rzuciłem plecak w kąt swojego pokoju. Rozłożyłem się wygodnie na łóżku, obdarzając czułym spojrzeniem podobiznę V. Wyjąłem telefon chcąc sprawdzić czy są jakieś nowe informacje dotyczące czegoś ciekawego.
          Coś się we mnie zagotowało, kiedy zobaczyłem, że na twitterze pojawiła się nowa selca Jungkooka i mojego ukochanego, na której wyglądają, jakby mieli się zaraz pocałować. Powstrzymałem się przed rzuceniem telefonem o ścianę. Dobra, może byłem trochę psycho z tą zazdrością, ale cóż...
          Od jakiegoś czasu śledziłem ich relację i wydawać by się mogło, że naprawdę coś pomiędzy nimi jest. Na zdjęciach i w programach często się dotykali, przytulali i patrzyli na siebie tym wzrokiem... Dlatego właśnie nienawidziłem maknae. Wiele razy myślałem o tym, że chciałbym być na jego miejscu.
         Ja oczywiście nie miałem żadnych szans u mojego głupiego crusha, który mieszkał na drugim końcu świata. Tak, pochodziłem z Ameryki i w żadnym stopniu nie byłem powiązany z Azją. Czasem miałem wrażenie, że urodziłem się w złym miejscu, bo byłem tutaj tylko ciałem. Moje serce i dusza pomieszkiwały od dawna w na innym kontynencie.
          Westchnałęm blokując telefon i odkładając go na bok. Nie minęło kilka sekund, kiedy usłyszałem głośnie pukanie do drzwi.
- Co?! - krzyknąłem lekko zirytowany i wywróciłem oczami.
          Po chwili drzwi się uchyliły i pojawiła się w nich twarz mojej mamy. Usiadłem prosto, kiedy razem z siostrą i bratem weszli do mojego pokoju razem z tortem. Otworzyłem szerzej oczy, a na mojej twarzy pojawił się radosny uśmiech spowodowany zaskoczeniem. Owszem, pamiętałem o swoich urodzinach i je obchodziłem, jednak nigdy nie było czegoś takiego.
Wszyscy razem zaczęli mi śpiewać sto lat. Ośmioletni brat podbiegł i rzucił się na mnie zamykając w niedźwiedzim uścisku. Poczochrałem go po głowie, po czym oddałem przytulasa starszej siostrze, a zaraz potem mamie. Spojrzałem na tort, który był oczywiście czekoladowo czekoladowy. Paliła się na nim jedna świeczka określająca mój wiek.
- Pomyśl życzenie! - krzyknął brat, a ja zmarszczyłem brwi.
          Moje największe marzenie? V. Ale on już kogoś kocha. Jungkooka, któremu wszystkiego zazdrościłem. Zaśmiałem sie pod nosem i pomyślałem o tym, że chciałbym nim być. Wiedziałem, że było to nierealne. Ale tak naprawdę nie miałem innych, lepszych marzeń. Powtórzyłem sobie życzenie w myślach i zdmuchnąłem świeczki.
          Cały wieczór w sumie przesiedziałem z rodziną. Przed pójściem spać, obejrzałem sobie jeszcze kilka vine'ów z tymi azjatyckimi idiotami. W myślach, ułożyłem sobie już plan na kolejny nudny dzień. Jednak nie dane było mi je zrealizować. To co się później stało, było spełnieniem moich marzeń, a jednocześnie koszmarów. Kompletnie nie spodziewałem się tego, jak to naprawdę wszystko wygląda.

***


          Następnego dnia, zacisnąłem mocniej powieki i skrzywiłem się, czując szarpanie za ramię. Usłyszałem jak ktoś pogania mnie, żebym wstał, ale odwróciłem się tylko na drugi bok. Chciałem sprawdzić godzinę na telefonie, w końcu jeszcze budzik nie dzwonił. Jednak kiedy leniwie wyciągnąłem przed siebie rękę, napotkałem jedynie gładki materiał poduszki. Otworzyłem lekko oczy i dopiero po chwili dotarło do mnie, że pościel była inna.
          Uniosłem się lekko na łóżku i rozejrzałem przecierając zaspane oczy. Znajdowałem się w jakimś dziwnym pokoju. Kiedy mój wzrok powędrował ku postaci, która siedziała na łóżku obok, krzyknąłem i odruchowo się odsunąłem. Chłopak aż podskoczył i popatrzył na mnie z przerażeniem w ciemnych oczach.
- Co się stało?! - uniósł głos przyglądając mi się uważnie.
Wtedy do pokoju wleciał następny nastolatek. Miał roztrzepane ciemnobrązowe włosy, jakby dopiero podniósł się z łóżka.
- O Boże. - powiedziałem pod nosem próbując złapać oddech. - To musi być jakiś naprawdę realny sen.
Chłopak stojący w drzwich wyglądał zupełnie jak Jimin. Spojrzał zdezorientowany na JHope'a siedzącego wciąż na łóżku.
          Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że słowa wydobywające się z naszych ust, wcale nie brzmiały jak angielski. Zamurowało mnie, kiedy zdałem sobie sprawę, że zarówno oni jak i ja, co było totalnie nienormalne, mówimy biegle po koreańsku. Ba, nawet myślałem po koreańsku. Próbując sobie przypomnieć jakieś słowa w swoim ojczystym języku, nie pamiętałem żadnych, prócz typowego "dzień dobry", "dziękuję" itp.
- Co mu jest? - Jimin wskazał na moją osobę.
Hoseok popatrzył na niego, a potem na mnie. Wzruszył tylko ramionami, bo był zbyt zaspany, żeby zrozumieć sytuację.
          Rozglądałem się nerwowo po pomieszczeniu, próbując zdusić chęć podbiegnięcia do któregokolwiek z nich i rzucenia się im na szyję. W pewnym momencie dostrzegłem trzecie łóżko, na którym leżała zwinięta kulka. Spod kołdry wystawały czerwone włosy.
Tylko jedna osoba mogła zignorować mój krzyk i nadal spać.
- Suga? - mruknąłem mrużąc oczy.
Jimin ze zdezorientowaniem podrapał się po głowie, a po jego minie można było zorientować się, co sobie w tej chwili myśli. Czyli prawdopodobnie coś jak "uwaga, psychol w pokoju, do wszystkich - opuścić pomieszczenie". Ściągnął usta w wąską kreskę i po prostu odwrócił się na pięcie wychodząc z pokoju. Hoseok już nie zwracał na mnie uwagi. Sprawiał wrażenie, jakby miał zasnąć na siedząco.
         Przełknąłem ślinę i wstałem stawiając ostrożne kroki. Poszedłem śladem Jimina, i wtedy znalazłem się w wąskim korytarzu. Skręciłem w lewo, próbując opanować oddech. Starałem uświadomić sobie to, że to tylko sen.  Jakimś cudem, znalazłem się w kuchni, w której siedział Jimin i... Namjoon?
         Obydwoje jedli śniadanie, co jakiś czas markocząc coś do siebie. Podszedłem do stołu, a ich oczy zwróciły się w moim kierunku. Na mojej twarzy pojawił się lekki, niepewny uśmiech. Jimin go odwzajemnił. Miał trochę dziwny wyraz twarzy, nie do końca wiedziałem o co chodzi, ale starałem się tym nie przejmować. Różowowłosy natomiast tylko przewrócił oczami, po czym wziął do ręki telefon i zaczął się nim bawić. Studiowałem każdy element ich twarzy, każdą emocję, która się na nich malowała. Może nie było ich zbyt wiele, ale cóż...
          Odniosłem sukces dusząc w sobie chęć, by zacząć piszeć jak mała dziewczynka. Jednak po chwili zdałem sobie sprawę, że szczerzę się jak głupi. Mój wzrok w pewnym momecie przeniósł się na Jimina, który był w samym t-shircie bez rękawów. Moje oczy rozchyliły się odrobinę szerzej, kiedy gdy ujrzałem jak mięśnie jego ręki się poruszają. Zamrugałem kilkakrotnie. Chwilę później wyciągałem już palec wskazujący  i dźgnąłem nim biceps Parka. Zastygłem w bezruchu pod jego spojrzeniem. Szybko zabrałem rękę i spuściłem wzrok, czując wypieki na policzkach.
Wstałem, gwałtownie odsuwając krzesło ze zgrzytem i ruszyłem z powrotem korytarzem w poszukiwaniu łazienki. W pewnym momencie poczułem, jak moje ciało się z czymś zderza. Powędrowałem spojrzeniem w stronę kogoś, kto na mnie wpadł (a raczej ja na niego) i pisnąłem
ledwo słyszalnie. Zakryłem usta dłonią, skanując go wzrokiem. Chłopak był trochę wyższy ode mnie, miał kaptur na głowie, a w jego oczach nie było widać jakiejkolwiek emocji.
- Co ty robisz? - warknął krótko.
Jego piękna twarz przybrała wyraz zniesmaczenia.
Mój idealny Kim Taehyung. Mój V. Miłość mojego życia. Stał przede mną i sprawiał jeszcze wspanialsze wrażenie niż na ekranie czy plakacie. Chciałem go przytulić, ale to byłoby dziwne. Jednak po chwili pomyślałem: Co mi szkodzi? Przecież to tylko sen. I w tamtej chwili wyciągnąłem ręce zamykając go w szczelnym uścisku. Wczepiłem palce w jego bluzę, kiedy znieruchomiał.
- Co ty odwalasz, puść mnie!
          Poczułem jak łapie mnie mocno za ramiona i odpycha z siłą, której nie możnaby się spodziewać po jego szczupłej budowie. Skrzywił się obrzucając mnie groźnym wzrokiem. Przeskanował moją osobę od stóp do głów po czym prychnął marszcząc oczy i ruszył przed siebie. Kiedy mnie wymijał, oczywiście nie mógł nie popchnąć mojego ciała na ścianę. Jęknąłem kiedy się z nią zderzyłem, po czym zacząłem masować bolące miejsce. Nie rozumiejąc jego reakcji, zastanawiałem się, czemu akurat on w moim śnie musiał być taki niemiły.
          Zanim w końcu dotarłem do toalety, wszedłem do jeszcze jednego pomieszczenia, w którym zastałem przebierającego się Jina. Wyszedłem stamtąd jak najszybciej. On też nie bardzo cieszył się, że mnie widzi.
          Zamykając za sobą drzwi na blokadę, podszedłem do umywalki, opierając dłonie po jej bokach. Zmarszczyłem brwi, zauważając, że wyglądały one trochę dziwnie. Uniosłem głowę i spojrzałem w lustro. Powstrzymałem krzyk kładąc ręce na swoich policzkach i badając palcami każdy element twarzy. To było niemożliwe.
Przede mną widniało odbicie najmłodszego członka BTS. Jungkoooka.

Mam nadzieję, że pierwszy rozdział wam się podoba (^.^) Może nie jest to jakieś wybitne opowiadanie, ale swoją przygodę z tego typu ff dopiero zaczynam, więc proszę o wyrozumiałość i opinie, zarówno te dobre jak i złe. 



1 komentarz:

  1. Okej to ja się poprzyczepiam na sam początek (taka moje rola komentatora ^^) :)
    - w niektórych miejscach nie wyjustował Ci się tekst
    - zdjątka po bokach nieco odciągają wzrok od czytania :/
    Ale to tylko tyle! <3

    Juz Ci pisałam, że ta seria będzie zajebistym pomysłem i nadal podtrzymuję swoje zdanie. Wszystko jest opisane w bardzo ładny sposób, prostym zrozumiałym językiem ;)
    Nie wiem co mam pisać, bo w sumie nie umiem komentować (rzadko to robię), ale wiedz, że mi się podoba! Nawet bardzo :)

    Ściskam Cię telepatycznie :)
    ♥вα∂ αηgєℓ♥

    OdpowiedzUsuń